Budzi mnie dźwięk alarmu. Otwieram oczy i przyglądam się mieniącym promieniom słońca. Nagle wszystko ciemnieje. Czuję jak kładzie na mnie swoją ciężką rękę, zaciska się wokół mnie. Biorę głęboki wdech i z trudem wstaję. Mrugam i wszystko wraca do normy.
Idę do kuchni zrobić sobie herbatę, to zawsze pomaga. Otwieram puszkę i wdycham znajomy zapach. Chwytam kubek z pobliskiej szafki i… znowu On. Wytrąca mi przedmiot z ręki, zaczyna mną potrząsać. Muszę usiąść. Osuwam się na chłodną podłogę, przechodzą mnie ciarki. On siada koło mnie i staje się coraz bardziej natarczywy. Szczypie, ględzi, wchodzi mi do głowy. Nie jestem w stanie widzieć, mimo że patrzę. Nic do mnie nie dociera - jest tyko On. Podnoszę się. Nogi mam jak z waty.
Jego macki oplatają mnie, gdy wracam do łóżka. Patrzę z żalem na złożone równiutko w kostkę ubrania. Wystarczy je włożyć i wyjść. Trudno. Może jutro się uda…
M