Projekt wózek - Ranek

RANEK, pierwsze podejście do wózka. Schodzę z czwartego piętra akademika, znoszę ciężki wózek na dół i zaczynamy. Cały czas jest ze mną mój współlokator, który mi pomaga. Na początku miałem pomysł, aby również w akademiku radzić sobie na wózku, jednak gdybym naprawdę był niepełnosprawny dostałbym pokój w akademiku nr 5 na parterze z przystosowaną dla mnie łazienką w pokoju. Z drugiej strony, z tego co wiem, byłaby to "jedynka", co jest szczytem absurdu, bo prowadzi do głębszej izolacji i zostawia niepełnosprawnych bez pomocy i co gorsza samych - samotnych. Zaczynamy, jest 7.30 jedziemy na zajęcia. Pierwsza i jak się później okaże jedna z największych przeszkód to zima. Nieodśnieżone chodniki, które dla piechura nie są żadną przeszkodą, zaledwie śliskie, dla mnie są barierą prawie nie do pokonania. Jeżeli przednie kółka wjadą w pięciocentymetrową warstwę sypkiego śniegu, sam nie jestem w stanie ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę.

Kolejnym problemem związanym z zimą jest lód i nierówności. W końcu trudno wymagać od śniegu, żeby tworzył idealnie równą nawierzchnię. Wystarczy jeden dół w śniegu, w tej twardej dwucentymetrowej warstwie lodu, o którą wcale nie trudno - w końcu mamy odwilż, a wózek traci oparcie w jednym z kół. Jeżeli drugie jest w tym czasie na asfalcie, dam radę, jeśli jest na śniegu, kręci się w miejscu. Brniemy na uczelnię, na wysokości sklepu przy akademikach trafiamy na wyrwę w asfalcie. Ciekawe, że w Polsce oprócz śniegu na wiosnę topnieje również asfalt.  Wózek przewraca się do przodu i nie wiem jak, ale Krzysiek łapie mnie za plecak i siedzimy dalej. Od tego czasu będziemy przykładać do podłoża większą wagę. Niepełnosprawny ciągle patrzy w ziemię. Szuka zagrożeń, z których istnienia nie zdajesz sobie sprawy. Rozmawiamy o tym, co nam się przytrafia i jedziemy dalej. Nie mijają dwie minuty, kiedy dojeżdżamy do tunelu pod ulicą i torami tramwajowymi. Jest zjazd dla wózków, jednak rollercoaster i jego stromizny to przy uniwersyteckim tunelu pikuś. Z perspektywy wózka wszystko wygląda na większe i trudniejsze. Co ciekawe, również Krzysiek dopiero dzisiaj zauważył, jakie strome są te schody, nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Jest strasznie i prawdopodobnie nasz strach da się wyczytać z twarzy, bo mijający nas studenci pytają, czy pomóc. Łapią wózek we czterech i podnoszą do góry. Wchodzą na schody, a ja czuję się totalnie od nich uzależniony. Nie mam wpływu na to, czy mnie utrzymają, czy będzie im ciężko, czy się nie wychylę. Totalne zaufanie, takie uczucie towarzyszy każdej lektyce - bo tak można zobrazować wrażenia, jakie temu towarzyszą. Zziajani studenci postawili mnie na dole i bez słowa, szybkim krokiem poszli przed siebie. Mimo że idziemy w tym samym kierunku, nie zdążyłem im nawet dobrze podziękować. Ruszyli i nie odpowiedzieli nawet na krótkie dzięki.


Końcówka tunelu jest lekko pod górkę, ale tym razem dałem radę siłą własnych rąk wspiąć się na tę śmieszną dla Krzyśka górkę.

Archiwalne