Nie, nie. Tym razem to nie recenzja znanego przeboju z Michelle Pfeiffer w roli głównej. Jednak specjalnie nawiązałem do tego jakże świetnego filmu, bo również i w nim motywem przewodnim jest młodzież. Jednak nie mam najmniejszego zamiaru jej, a właściwie nas krytykować, bo dookoła właśnie tylko złe słowa spływają na młodych ludzi.
Zacznę od stadionowych chuliganów. Wszem i wobec słychać, że nastoletni ludzie prowokują kolejne rozruby, narażają klub na wielkie kary finansowe. Nie pochwalam takich wybryków. Należy jednak pamiętać, że to głównie MY, młodzi stanowimy o sile dopingu na różnego rodzaju meczach, czy to piłki klubowej czy reprezentacji. Nie bez przyczyny o polskich kibicach mówi się jako jednych z najlepszych na świecie. Tylko takie słowa padają niezwykle rzadko. Ciągle tylko o tym, że banda łysych znowu biła się na ulicach miasta, Tyle, że w tych bójkach nie uczestniczą jedynie młodzi, ale podobnie jak i w dopingu dorośli mężczyźni.
Kolejnym, jakże drażniącym motywem, jest ciągłe porównywanie do starszego pokolenia. Słowa typu: "za moich czasów uczeń nie miał tak lekko". Śmiać mi się chce na takie słowa, bo w tym momencie to starsze pokolenia, próbując przyłożyć nam, tak naprawdę strzela sobie samobója. Bo kto nas wychowywał i wychowuje jak nie oni? Zresztą, z opowiadań Babci i innych starszych ludzi wiem, że na naszych rodziców i wychowawców też dziadkowie narzekali, więc idąc tym tropem i my również będziemy narzekali na swoje dzieci. Więc nie ma sensu się aż tak denerwować, aż tak narzekać, wychwalać swoje pokolenie, tylko po prostu uczyć każde dziecko, wychowywać je na dobrego człowieka.
Można by się tu rozpisywać i rozpisywać, ale nie o to chodzi. Mam nadzieję, że każdy nauczyciel, każdy dorosły, czy my w przyszłości będziemy widzieć w młodych ludziach to co widział Jan Paweł II, który mówił:"Młodzi są nadzieją świata".
Nbi