Końcówka rozdziału I

Chłopak na słowo o tajności swojego zadania wziął się w garść i pobiegł na górę, do sypialni mamy. Klęknął przy macie, wsadził pod nią rękę i wyciągnął brudny, zdezelowany kombinezon z naszywką: oddział pierwszy grupy A.

- Mamo! Kocham Cię! To najlepszy kombinezon jaki widziałem. I jest nawet mała dziura na plecach. Mamo! Chłopczyk zbiegł na dół. Wybiegł na podwórko, chciał rzucić się matce na szyję.

- Wydobycie żelaza, krzemu dzień 86 – powiedział wysoki mężczyzna w pięknym żółtym kombinezonie.

Młodzieńcy z grupy A podzielili się jak zwykle na 3 oddziały i ruszyli w kierunku szybów. Przewodnicy rozdawali kilofy, łopaty czy inny sprzęt niezbędny do edukacji.

- Oddział 1 grupy A Przedłuża korytarz 107, oddział drugi stempluje i stawia zapory w razie jakiegokolwiek ruchu piasku u nowo otwartym korytarzu. Oddział trzeci łączy korytarz 107  od strony korytarza 106.

Tę sama odprawę słyszeli już piąty, czy szósty dzień. W końcu połączenie dwóch korytarzy było jednym z najtrudniejszych manewrów jakie wykonywały grupy samodzielnie, bez wsparcia innych grup. Wszyscy, krzepcy młodzieńcy pracowali w pocie czoła. Po chwili Rut odłożył kilof, wyprostował grzbiet, przeciągnął się i otarł kurz z powiek. Kiedy odsunął ręce od twarzy stał już w ogrodzie. Cały był ubrudzony, włosy miał białe od kopalnianego pyłu a słońce tak mocno grzało. Wytarł ręce w trawę, była mokra. Rosa, widocznie poranna, choć słońce zdawało się być w zenicie. Mokrymi rękami przejechał po głowie. Nic nie czuł. Spodziewał się pewnie orzeźwienia, świeżości, zimna. Wiedział co się stało ale nie rozumiał tego, nie musiał. Suchymi już rękami rozpiął kombinezon. Wyszedł z niego i rozejrzał się po ogrodzie. Ogród owocowy, sad, wielki, przemysłowy sad. Nie było w nim żadnych ścieżek a Rut najwidoczniej znalazł się w nie uczęszczanej części, gdyż pokrzywy i inne zielsko zarosło na dobre półtora metra. Młody mężczyzna zrzucił z siebie górnicze buty, onuce, stał w samej bieliźnie. Słońce jednak wydawało się przybierać na sile.

- Rut, kochanie. Gdzie jesteś?

- Tutaj, mamo. Nie widzę cię, gdzie jesteś?

- Rut. Tutaj. Nie mogę znaleźć kosza. Chodź tutaj.

- Mamo, mów do mnie, żebym nie zabłądził.

- Synku, chodź szybko, musisz mi pomóc, jesteś mi potrzebny, martwię się o ciebie – głos matki zdawał się oddalać.

- Mamo, nie odchodź jeszcze.

- Chodź szybko. Pomóż mi!

Archiwalne