Nudna lekcja. Niczego z niej i tak nie wyniosę, więc tylko siedzę z wyprostowanymi nogami (bo wygodniej) i ołówkiem „skrobię” coś tą moją lewą ręką po kartce. Nic specjalnego, ale jakoś czas trzeba zabić. Z sekundy na sekundę przeżywam coraz to większe zniecierpliwienie. Na moje szczęście tak już jest, że sekundy zamieniają się w minuty, a po upływie 45 jestem tylko w stanie podnieść plecak, wrzucić do niego piórnik, nieprzydatne na tej godzinie lekcyjnej książki i wyjść z sali. Już zadzwonił. Oznacza to, że szkoła zaczyna żyć już zupełnie inaczej podczas tych paru minut. Na korytarzach mamy do czynienia z innym światem, inną rzeczywistością. Inną, ale jakże ciekawą.