Zaloguj

Zaloguj

    Pamiętaj mnie     Zarejestruj się  

Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do napisania tego tekstu, ale zaintrygowała mnie pewna prawidłowość. Dotyczy ona znienawidzonych przez większość uczniów lektur, bez których do matury przecież ani rusz. Mam w tym miejscu na myśli powtarzalność motywów w książkach, które zostały zaproponowane nam przez „górę”.

Ostatnio naszła mnie taka konkluzja. Na lekcji języka polskiego omawiamy następną lekturę. Zupełnie przeciętnemu licealiście, za jakiego się uważam, zapaliła się czerwona lampka nad głową i pomyślałem: „Hola, hola! Gdzieś to już słyszałem.”
Motywy powtarzające się w danej epoce, to rozumiem. W każdym okresie życia ludzkość posiada inne priorytety. W przeszłości często była to walka o wolność, ukazanie narodu polskiego jako tego umęczonego. Narodu jako tarczy, która przyjmuje na siebie ciosy oprawców, aby inne państwa mogły cieszyć się wolnością. Motyw cierpienia jednostki, ojczyzna jako sacrum - to wszystko było. Opisane problemy nurtowały między innymi romantyków. Poeci współcześni piszący o stanie wojennym i okupacji w Polsce także wspominają o martyrologii czy prometeizmie.
Motyw nieszczęśliwej miłości, miłości idealnej, lecz niedostępnej. On - Polak wraca z wojaży po Europie i zakochuje się w dwa razy młodszej od siebie dziewczynie o bladej twarzy i długich włosach. Ile razy ten aspekt rozwijaliście w kontekście kolejnej lektury?
Motyw poety i poezji, która jest zakazana. Poeta cierpi na brak weny lub nie może pisać prawdy. Pisze na narzucone mu tematy, jest objęty cenzurą.
Motyw śmierci. Główny bohater ginie na końcu lektury. Często spotykamy się z samobójstwem. Zabija się, ponieważ nie może wytrzymać ciągłej nagonki na swoją osobę, manifestuje coś. Przez swoją śmierć pragnie, by ludzie przejrzeli na oczy. Nie wydaje się to wam znajome? Czy to innowacyjne odkrycie, znajdujące się tylko w jednej lekturze? Chyba nie.

Problem społeczny. Ukazanie granicy (aż użyję popularnego ostatnio słowa na zajęciach w mojej klasie) między ludźmi zamożnymi i biednymi. Ukazanie czytelnikowi różnic majątkowych, religijnych czy stanowych. Jak zwał tak zwał.
Znalazłbym jeszcze więcej powtarzających się motywów w lekturach szkolnych, ale po co…
Oczywiście liczę się z krytyką polonistów, filologów i wszelkiej maści humanistów. Rozumiem, że w kolejnych lekturach rozwija się coraz to inne spojrzenie na dany motyw. Martyrologia w „Dziadach” nie może się równać z tą ukazaną w „Quo vadis”. Rozumiem, że motyw motywowi nierówny. Jednakże osobiście wolałbym czytać lektury bardziej zróżnicowane gatunkowo. Już dość mam unaoczniania na każdym kroku, jak to było ciężko w czasach zaborów, wojen. Może czas troszkę uaktualnić kanon lektur? Czas wprowadzić więcej współczesności i przede wszystkim urozmaicenia gatunkowo-tematycznego. Zdaję sobie sprawę, że wszystkie problemy, o których czytamy, są ważne, ale wolałbym przeczytać lekturę, która zaskakiwałaby mnie co kolejną stronę. Mam dosyć robienia zakładek typu: „wyidealizowanie wsi, porównaj z Panem Tadeuszem”.
W trakcie pisania tego artykułu wymyśliłem receptę na książkę, która za parę lat ma wszelkie predyspozycje do tego, aby zostać lekturą szkolną.
Otóż:
Czterdziestoletni mężczyzna - Polak wraca do kraju po wieloletniej nieobecności. W czasie swojej absencji przebywał na Zachodzie. Tam uczył się na renomowanych uczelniach (np. we Francji). Mógł sobie na to pozwolić, gdyż jego rodzina była bardzo zamożna. W międzyczasie walczył w wielu powstaniach i zaciągnął się do armii. Powraca do Polski z dużą ilością pieniędzy i wykształceniem. Osiedla się na wsi. Tam poznaje siedemnastoletnią dziewczynę - chłopkę. Zakochuje się w niej bez pamięci. Bez pamięci, lecz również bez wzajemności z drugiej strony. Tak myślał. Stara się o jej względy poprzez fundowanie wielu prezentów. Widząc, że to nie działa - zaczyna bawić się w poezję. Wylewa tam swoje żale i smutki. Nie wie, gdzie się podziać. Wyrusza w podróż w głąb kraju, aby zapomnieć o tej kobiecie. Nagle okazuje się, że musi znów stanąć na froncie, bo ojczyzna ginie. Zły car Rosji (bo to zawsze są carowie) wtargnął na terytorium Polski. Główny bohater zostaje uwięziony i dręczony w niewyobrażalny sposób, ponieważ nie chce się wyrzec religii i patriotyzmu. Po zakończeniu wojny, w której kluczową rolę odegrał nasz bohater Polska znów jest wolna. Ona dowiaduje się o jego wyczynach, lecz zbyt późno - ma już dzieci i męża. Była pewna, że on nie żyje. Bardzo tęskniła i uświadomiła sobie, że zawsze go kochała. On, widząc malutkie dzieci biegające po jego spokojnej wsi i męża u boku swojej ukochanej, bierze kanister z benzyną i jedzie do Gdańska, gdzie pod pomnikiem Neptuna dokonuje aktu samospalenia. Zostawił tylko kartkę z napisem „ZGROZA”. Po odżałowaniu zmarłego inteligenta i znakomitego wojownika zarazem kobieta postanawia uprzątnąć jego mieszkanie. Wedle życzenia spala wszystkie notatki i wiersze, lecz te ostatnie nie chcą się palić, bo przecież rękopisy nie płoną… Stamtąd dowiaduje się, że on kochał ją jeszcze bardziej, niż ona jego. Zostawia swoją rodzinę i  do końca życia kobieta oddaje się bezgranicznie Bogu.

Książka ta, aby stać się lekturą, musi być napisana w co najmniej dwóch tomach po 300 stron.


Hoffix