Featured

Wtorek. Dzień jak co dzień. 6/7/8 lekcji, a po nich jakiś spacer z tym „moim” i powrót do domu. Dziś nie było inaczej. Chociaż w sumie … jednak było.


O 15:35 wsiadłam do autobusu i po okazaniu biletu miłemu kierowcy poszłam gdzieś na tyły, jak zwykle. Oczywiście, nie ja jedna lubię zajmować te ostatnie miejsca, więc nic dziwnego, że było tam kilku chłopaków, w tym mój kumpel, z którym kiedyś chodziłam do szkoły. Przywitałam się z nim i jak zwykle zabrałam się do czytania. Tym razem wszelkie podróże umila mi powieść pt. „Pod Kopułą” autorstwa mojego mistrza -  Stephena Kinga  (którą przy okazji gorąco wam polecam!!!), dlatego jak zwykle zagłębiłam się w książce i nie myślałam o niczym innym. Nie przeszkadzały mi głośne rozmowy urozmaicone tymi popularnymi słowami z tyłu, bo po prostu już do tego przywykłam. Po około 30 minutach drogi jak zwykle moje powieki zrobiły się jakieś ciężkie, co oczywiście było przyczyną późniejszego pójścia spać, jak zwykle. Przerwałam czytanie, oparłam się o szybę autobusu i starałam się odpocząć.

- No kur*** stary, on nie zdał w LO w Pucku, to się przeniósł na Kaszuby hahaha!
- Jo kur***? Ja pie***, co za typ.
- Kłanino jest najlepsze, kur***, tam są sami mądrzy, a nie jacyś po***, co nie zdają.

No super. Próbuję sobie spać i nagle słyszę taką kulturalną konwersacje. Pisałam już wyżej, że jestem przyzwyczajona do czegoś takiego, ale teraz było INACZEJ. Najgorsze było to, że w autobusie przybywało już dość sporo osób, w tym starszych i na dodatek kierowca wyłączył silnik, bo po prostu czekał na inny autobus. Wewnątrz byłaby prawie idealna cisza, gdyby nie taka rozmowa. Ale to nie wszystko.

- Przepraszam, chłopacy. Moglibyście trochę ciszej rozmawiać, bo nie wszyscy chcą słyszeć takie wulgaryzmy? – odpowiedziała pewna ładna kobieta w okularach, która siedziała z przodu.
- A co, ma pani jakiś problem? Nie słyszałem, że mówię tak głośno, bo miałem słuchawki na uszach! – nono, odezwał się ten, który narobił najwięcej zamieszania.
- Nie dość, że przeklina, to jeszcze nie słyszy … - bardziej do siebie i do osób obok odpowiedziała pani.
-Co? Umiem słuchać, umieć mówić, liczyć nawet umiem! Taki jestem homo sapiens! Hahahahahah! – odpyskował chłopak, no i oczywiście nastąpił rechot, do którego przyłączyli się koleżcy.

Jeszcze gorsze było to, że gdy owa pani wychodziła z autobusu, to trzech rodzynków pożegnało ją machaniem rąk połączonym ze środkowymi palcami. No pięknie!
Jak mi było wstyd siedzieć tam z tyłu, z nimi i tak wyraźnie wszystko słyszeć.
Jak mi było wstyd, że ten typek, to mój stary kumpel ze szkoły.
Jak mi było wstyd, że w ogólnie byłam świadkiem takiej sytuacji.

Ludzie zażenowani, ja zażenowana, kierowca zażenowany, a barany dalej się śmieją z tyłu. Nie wiem w sumie, dlaczego to tutaj opisałam. Dlaczego się tym z wami podzieliłam. Może dlatego, że naprawdę wstrząsnęła mną ta sytuacja.

Dzisiejszy dzień był jednak inny. Mój harmonogram dnia i jego monotonia zostały zaburzone i wcale się z tego nie cieszę.


Aren Steph
{jcomments on}

Archiwalne