Dzieje kościoła nie zawsze były związane z krzewieniem wiary, opierającej się na Biblii i świadectwach „świętych” i „proroków. Krzyżowcy, inkwizycja, „nawracanie” innowierców, papież jako najświętszy, najmądrzejszy przedstawiciel rasy ludzkiej (w rzeczywistości człowiek równy każdemu z nas, poza tym papieżem można wybrać każdego człowieka, który uzyska odpowiednią ilość głosów, bez względu na stan cywilny, wiek czy wyznanie – kolejny absurd)… Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze podejrzenia o pomaganie zbrodniarzom niemieckim po 1945 (m.in. Eichmann, Bohne).
Dzisiaj, w czasach względnej, teoretycznej tolerancji, kościół zaczyna powoli tracić autorytet, coraz częściej słyszy się o ateizmie, podważa się wiarygodność całej tej instytucji. Wszystko, co było „przepowiadane”, zaczyna się spełniać, ludzie robią się źli, idzie koniec świata (kościół od dawna był na to przygotowany, wszystkie ataki na „świętą wiarę” są przecież efektem działania szatana, który chce zniszczyć wiarę, kościół i człowieka) Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze korupcja wśród kleru, bujne życie towarzyskie oraz przepych i uzależnienie kościoła od pieniądza i władzy. Cały czas kościół zbiera pieniądze, biskupi bogacą się szybciej niż szejkowie arabscy, „toruński papież” otumania rzesze emerytów siedzących przed telewizorami (Trwam), słuchającymi „RM”, czytającymi „ND”, a wszystko to pod przykrywką szczytnego celu – zachowania moralnego i etycznego „ego” każdego człowieka ( a dobitniej – zebranie jak największej ilości ludzi, którzy nam uwierzą).
Kościół opiera się na „Piśmie Świętym”, z którego wywodzi się Dekalog, czyli 10 przykazań. I tu wychodzi na jaw największa ujma „pseudo-wiernych”. Większość z nich (znaczna większość) nie zna zawartości Biblii, oraz jej powiązań z Kościołem. Wychowani na Katechiźmie Kościoła Katolickiego, nie zastanawiają się nad swoimi wierzeniami. Dekalog, podstawowy kodeks katolika, ale nie ten z Biblii (która jest ponoć słowami samego Boga, więc jeśli jest On tym, w którego ślepo wierzy każdy katolik, to słowo Boże jest święte) tylko ten ustalony przez „Ojców Kościoła” różni się „odrobinę” od pierwowzoru. W Starym Testamencie, w momencie przekazania Dekalogu Mojżeszowi można przeczytać: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym”. Wynika z tego jasno, że aktualne drugie przykazanie jest zupełnie inne, ponieważ gdyby miano się zastosować do pierwotnej jego wersji, istnienie kościołów, obrazów, figur, krzyży, byłoby grzechem ciężkim = istnienie kościoła w obecnym wymiarze byłoby niemożliwe (i całe 2000 lat zostałoby zaprzepaszczone).
Drugą kwestią jest to, że „wierni” przychodzą do kościoła (budynku) nie po to, aby oddawać cześć swojemu „Zbawcy”, ale raczej „żeby się pokazać”. Trudno nie wspomnieć tu fragmentu z Łk, 18 , 9-14, gdzie przedstawiona jest modlitwa celnika i faryzeusza. Faryzeusz jest tu przykładem człowieka obłudnego, kłamliwego, niegodnego – jest „złym chrześcijaninem”. Ciekawe, dlaczego pomimo tego, wielu wyznawców postępuje w identyczny sposób, o czym doskonale wiedzą oni sami, oraz ich księża.
Trzecie – negowanie muzyki typu metal, punk, czy nawet rock (spotkałem się ze stwierdzeniem iż Queen jest zespołem wysławiającym Szatana), Harry Potter jest okultystą i antychrystem, a Dan Brown chce zniszczyć kościół. Fakt, takie opinie mają z reguły fanatycy, którzy tak naprawdę sami chyba nie wiedzą o czym mówią. Ciekawi tylko to, że kościół nie dementuje tych bredni, ale podpisuje się pod nimi obiema rękami. Przykre.
Największą wadą Katolików jest niemożność nabrania dystansu do kwestii swojej wiary, nie zastanawiają się oni nad tym dlaczego wierzą (na to pytanie większość odpowie: wychowanie, dziedzictwo), czy to, w co wierzą ma sens, ważne jest że „Ja wierzę, a ten kto nie wierzy jest potępiony”.
rociak