Trzy lata temu przyszłam do mojej nowej klasy, klasy rasowych humanistów. Z pełnym przekonaniem, że język polski to właśnie ten przedmiot, który uwielbiam. Czułam się szczęśliwa, kiedy przychodziłam posłuchać o epokach literackich, poczytać wiersze i zastanowić się nad ich interpretacją. Wiedziałam, że w mojej grupie są osoby, które nie przez przypadek trafiły na ten właśnie profil.

Usiadłam w sali 33. W tej samej ławce, w której siędziałam w gimnazjum. Czekałam na wiedzę, która według mnie była przekazywana w sposób genialny. Przyznam.. Niekiedy mi się nie chciało przeczytać lektury. Niekiedy wpatrywałam się w "cyferblat" praktycznie od początku lekcji. Jednak nawet wtedy, kiedy organizm krzyczał "JUZ NIE MOGĘ", ja sama myślałam "choć posłucham o Awangardzie Krakowskiej". Po prostu czułam, że właśnie ten przedmiot jest moim ulubionym. Klasę humanistyczną wybrałam z pełną świadomością i dziś uważam, że się nie pomyliłam. Jestem zadowolona.

Tylko trochę mi smutno, trochę czuję niedosyt. Wciąż pytam się samej siebie... Dlaczego osoby niezainteresowane poezją i literaturą dobrowolnie wybrały ten kierunek? Czy to naprawdę tak wygląda, że matematyka zamyka im drzwi do świata biologii, geografii czy chemii? Dlaczego to właśnie mój ukochany profil klasy został "zaśmiecony"?

Czy to za mocne określenie? Nie wydaję mi się. Myśle, że należy głośno o tym mówić. W końcu. Przecież nie chodzi mi o osoby siedzące cicho w kącie. Chodzi mi o te "wspaniałomyślne" jednostki robiące selfie na każdej lekcji, siedzące notorycznie na Facebooku (piszę z wielkiej litery, bo dla niektórych to przecież niemalże Bóg). Hola, hola! No snapa nie zrobić na języku polskim z oryginalnym podpisem "YOLO"?

Nie wspomnę o tych, którzy swoje zdolności oratorskie rozwijali nie wtedy, kiedy był na to czas. Rozmowy w ławce trwały w najlepsze, ale żeby odpowiedzieć nauczycielowi? Po co? Aroganckie "nie wiem" załatwi sprawę!

Mam wielki żal do tych osób, przez które każde 20 minut lekcji było poświęcona na uciszanie ich. Za to, że w spokoju i ciszy nie można było posłuchać nauczyciela. Nikt święty nie jest, ale myślę, że pewne zasady wypadałoby zachować.

Nie zrozumcie mnie źle. Chciałabym tylko, aby każdy z Was uszanował czas swoich kolegów i nauczyciela. Niezależnie od tego,  na jakiej lekcji jesteście. Trzy lata to bardzo mało czasu, a raz usłyszana informacja może się więcej nie powtórzyć.

______________________________________________________________________________

Może nie często, ale zawsze kiedy miałam ochotę, mogłam wyrazić swoje odczucia właśnie tu. Dziękuję, będę ten czas wspominać całe życie. Pilnujcie, aby Wspak jeszcze przez długie lata funkcjonował, a może Wam się uda wrócić do wersji papierowej :) Trzymam kciuki, Donia.


4
+4
Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto