Co to znaczy być dobrym człowiekiem? Postępować prawidłowo? Spełniać dobre uczynki? Pomagać innym? Być miłym? Ponoć każdy człowiek ma w sobie tyle samo dobra, co zła, więc jak można go zdefiniować, ograniczając się tylko do tych dwóch, skrajne innych i sprzecznych określeń?

Jakiś czas temu, pisząc z moją przyjaciółką, zeszłyśmy na temat moralności i tego, jacy są ludzie. Stwierdziła, że wszyscy są źli. Ja, jak to ja (czyt. obrończyni całej ludzkości, druga Matka Teresa z Kalkuty, która chciałaby zbawić cały świat) od razu przeszłam do pisania długich referatów o tym, że są przecież dobre osoby – lekarze, wolontariusze, ratownicy i wszyscy ci, którzy w jakiś sposób czynią dobro. Wiecie, co dostałam w odpowiedzi? Że nawet tacy ludzie wcześniej postąpili niewłaściwie, wyrządzili komuś krzywdę. I wtedy dotarła do mnie no, przykra prawda, że tak naprawdę nikt z nas nie jest DOBRY.A na pewno nie w stu procentach. Bo wartość ta polega na potępianiu i zaprzestaniu czynienia zła. Na wyzbyciu się tego, co niewłaściwe i niepoprawne. Na całkowitym moralnym oczyszczeniu i postępowaniu jak najlepiej.

Każdego dnia robimy coś złego – krzyczymy na kogoś bliskiego, kłócimy się, krzywo spojrzymy na drugiego człowieka, przeklniemy, złamiemy prawo (nawet to najdrobniejsze), złorzeczymy, narzekamy, osądzamy, krytykujemy itd. … I nie ma na świecie człowieka, który jest absolutnym uosobieniem dobra. Oczywiście, są wśród nas tacy, którzy naprawdę starają się odrzucić zło i czynić jak najwłaściwiej dla siebie i dla innych, ale nie zmienia to faktu, że nawet oni mają swoje ciemne i mroczne przewinienia.

I jakoś mnie to tak zaciekawiło. Bo wszyscy ma tylko jedną „czystą kartę”, na której codziennie pojawiają się mniejsze bądź większe brudne plamy, niedające się nigdy sprać. Bo nie da się cofnąć tego, co się stało. Nikt nie ma zmieniacza czasu, aby po prostu wrócić do jakiegoś faktu, wydarzenia i postąpić inaczej. Nawet jeżeli spróbuje się naprawić jakąś sytuację, przeprosić, zmienić się na lepsze, to CZYN i tak zawsze będzie. Bo zostanie zapamiętany. Przez nas samych. Nawet jeżeli inni zapomną, usuną to ze świadomości, odrzucą od siebie, to zawsze będzie ta jedna osoba, która to zapamięta – ty sam.

Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że podłość zawsze zostanie zapamiętana bardziej, mocniej głębiej. Choćbyś pomógł wszystkim ludziom na całej ziemi, sprawił, że na świecie zapanuje pokój i wszystko będzie w porządku – to inni i tak będą wyrzucali Ci błędy i grzechy z przeszłości. A nie jest tak? Ile raz twój najlepszy przyjaciel, czy ktoś kogo kochasz wytknął ci dawny uraz? Ile raz przypomniał ci najgorszy uczynek? Twój najokropniejszy wybór, krok?

Po prostu … refleksja na ten temat towarzyszy mi od kilku dni i chciałam się nią z wami podzielić. I nie wiem, czy opisałam swoje myśli dokładnie tak jak chciałam. Pewnie nie, bo czasami po prostu nie da się czegoś wytłumaczyć, zanalizować, uświadomić. Zastanawiam się, czy myślicie podobnie jak ja. Czy też zastanawiacie się czasami, czy jesteście dobrymi ludźmi. Nie potępiam tutaj nikogo – ani tych, co postępują trochę źle, ani tych co całkowicie oddalili od siebie dobro.

Nie jestem żadnym prorokiem czy władcą, aby mówić wam, jak macie postępować, jakich dokonywać czynów, co robić.

Jestem po prostu Julia. Taka sama jak wy. Tak samo popełniająca błędy i niekiedy ( a nawet dość często ) postępująca niewłaściwie.


Komentarze   
0 # PJ 2015-12-01 22:17
Różne zasady, religie, tradycje sprawiają, że każdy ma swoją 'miarkę', którą mierzy innych ludzi... Przez pryzmat którejś z tych 'miar' jesteśmy źli... Trudny temat.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Dodaj komentarz
Dodając komentarz, zezwalasz na przetwarzanie danych osobowych. W każdej chwili możesz poprosić Administratora o usunięcie komentarza/komentarzy.

1
+1
Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto