Pijąc herbatę z żurawiną, przykryta grubym, miękkim kocem, spojrzałam przez okno. Zobaczyłam szarość, pochylone ze smutku drzewa i bezbarwne niebo. Typowy jesienny, przygnębiający widok, który jak zawsze składnia mnie do refleksji nad najróżniejszymi rzeczami. Tym razem padło na słowo.

Bo w sumie, czym jest słowo? Według Wikipedii to „elementarna część mowy, za pomocą której określa się wszelkie pojęcia rzeczywiste i abstrakcyjne.” To definicja czysto naukowa, pozwalająca zrozumieć, jaka jest ogólna funkcja słowa. Jednakże każdy z nas wie, jak wielka moc drzemie nawet w najzwyklejszym wyrazie.

Pochwała, komplement, miłe określenie czy po prostu jakiś sympatyczny zwrot wywołują na twarzy uśmiech. I tak po prostu jest. Dobre słowo sprawia, że czujemy się lepiej, dowartościowuje nas i powoduje, że czasami zmieniamy perspektywę postrzegania czegoś. Siłę słowa dobitnie wykorzystują mówcy. Są to często ludzie po ciężkich doświadczeniach, które odcisnęły piętno na ich życiu. Którzy odbili się od dna i zaczynają wszystko od nowa. To oni właśnie motywują ludzi SŁOWEM. Opowiadają swoją historię po to, aby otworzyć innym oczy, coś uświadomić, przekazać.

Niestety, ze słowem nie jest tak różowo, jak przedstawiłam wyżej. Posiada również swoją mroczną, przykrą i bolesną stronę, z którą mamy styczność każdego dnia w mniejszym bądź większym stopniu. Ktoś kiedyś powiedział, że „słowa ranią bardziej niż czyny”. W swoim krótkim żywocie, który liczy tylko (albo aż!) 18 wiosen, zdążyłam przekonać się na własnej skórze jak prawdziwa jest ta myśl. 

Spójrzmy na to od tej strony – jeżeli ktoś zada ci fizyczny ból, poprzez popchnięcie albo uderzenie, to tylko przez jakiś czas będziesz odczuwał skutki tego czynu. Nawet jeżeli został jakiś siniak, zadrapanie czy mała rana, to są one tylko chwilowe, tymczasowe, niestałe. Inaczej jest właśnie ze słowami. Jeśli więc są one złe, krzywdzące, dyskryminujące, to bardzo długo wpływają na naszą samoocenę, postrzeganie samego siebie. Zawsze zostają w psychice i powracają w najmniej oczekiwanym momencie. Tak naprawdę nie chce się o nich pamiętać, chce się je wymazać, porzucić, skasować. Ale one zawsze są. Siedzą w głowie i mącą umysł. Najgorzej jest wtedy, gdy takie słowne szpile słyszmy z ust osoby, którą kochamy. Chyba nie ma nic straszniejszego, niż bolesne określenia wypowiedziane przez przyjaciółkę, chłopaka czy rodzica. Takie sytuacje szczególnie mocno zakorzeniają się w nas i powodują pewnego rodzaju zamknięcie, barierę, uraz, które dopiero znikają po latach.

Nie myślimy, co mówimy. Nie zdajemy sobie sprawy, jak druga osoba może odebrać coś, co według nas jest tylko żartem, błahostką. Nie rozumiemy, że ktoś ma inną odporność na słowa niż my.

To śmieszne. Słowa, którymi posługujemy się całe życie, nawet od najmłodszych lat, które są niesamowitym środkiem komunikacji i przekazu, które uskrzydlają i powodują radość, potrafią zniszczyć człowieka.


Dodaj komentarz
Dodając komentarz, zezwalasz na przetwarzanie danych osobowych. W każdej chwili możesz poprosić Administratora o usunięcie komentarza/komentarzy.

9
+8
1
Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto