TEN ARTYKUŁ BĘDZIE DŁUŻSZY NIŻ POPRZEDNIE, ZE WZGLĘDU NA BARDZO SKOMPLIKOWANY TEMAT. Jak ktoś nie chce się męczyć, to niech nie czyta. A, no i jeszcze jedno - to tylko perspektywa.

 

Zacznijmy więc myślą.

Miłość... miłość, miłość, miłość. O miłości napisano ocean słów... A powiedziano jeszcze więcej - jakże trafnie myśl Jerzego Adama Kowalskiego oddaje to, co sam chciałem jakoś przekazać. O miłości słyszy się praktycznie bez przerwy. Jakże wyjątkowa jest jednak jej natura, skoro mimo tak ogromnej powszechności tego słowa - mało kto potrafi je wytłumaczyć. No bo czym jest miłość? Gdyby zapytać o to jakieś małe dziecko, to powiedziałoby pewnie, że miłość jest wtedy, gdy ludzie się kochają. No tak, to prawda. Jednak tutaj rodzi się drugie, trudniejsze pytanie - co to znaczy "kochać"? Jak na wrażliwego, inteligentnego, zranionego, uczuciowego i zaprawionego w życiowych bojach licealistę przystało - postaram się na to pytanie odpowiedzieć. Do dzieła!

Kochać można na wiele sposobów. Mówi się przecież o miłości rodzinnej, przyjacielskiej, cielesnej, duchowej, patriotycznej, młodzieńczej i pewnie jeszcze o jakichś innych. Ja jednak skupię się (przynajmniej na razie) na tej najbardziej powszechnej, na uczuciu między kobietą a mężczyzną. Na uczuciu, które sprawia, że nasze życie ma sens. Na uczuciu (wiecie już, że te powtórzenia są celowe), dzięki któremu patrzymy na wszystko wokół nas w innych barwach. Albo różowych, albo najczarniejszych z możliwych.

No właśnie. To ostatnie zdanie w poprzednim akapicie... Wiemy chyba wszyscy, że miłość nie jest niczym prostym i wcale nie musi być przyjemna. Przeciwnie - może być źródłem najgorszych z możliwych emocji. Jak to się dzieje, że zwykłe uczucie do jednego człowieka może sprawić, że cała rzeczywistość wokół nas od razu staje się zupełnie inna? Wszystko postrzegamy przez pryzmat tego, co dzieje się w naszym sercu. No jak? Niestety, nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć.

Miłość jest czymś, co wykracza poza nasze proste, ograniczone pojmowanie świata. Ludzka świadomość nie jest w stanie ogarnąć fenomenu i natury miłości, nie jest też w stanie jej wytłumaczyć. Dlatego właśnie ja nawet nie będę próbował tego zrobić, wybaczcie.

Nie jest to jednak koniec mych rozważań, skądże! Miłość to temat, który możnaby "wałkować" w nieskończoność. Każdy widzi ją na swój sposób, każdy inaczej ją interpretuje. Każdy od czasu do czasu o niej myśli. Co najważniejsze - każdy jej pragnie.

Nie oszukujmy się, nie istnieje taka osoba, która nie marzyłaby o miłości. Nawet ci zadelkarowani "wieczni single" w głębi duszy odczuwają ogromną pustkę i nieodpartą potrzebę kochania i bycia kochanym. Nie oznacza to oczywiście, że bez miłości nie potrafimy być szczęśliwi. Gdyby tak było, to wszyscy ludzie nie mający w danym momencie "drugiej połówki" chodziliby ze spuszczonymi głowami i nie potrafiliby cieszyć się chwilą, rozkoszować momentem. Każdy z nas zna na pewno przynajmniej kilka osób, które obecnie nikogo nie mają, a mimo to potrafią się uśmiechać i być radośni. Taki stan rzeczy trwa niestety tylko do pewnego momentu.

Żyję stosunkowo krótko, ale nauczyłem się już, że prędzej czy później człowiek tęskni za miłością. Im dłuższa rozłąka z tym przeklętym uczuciem - tym większa też tęsknota. Bierze się to z naszej ludzkiej natury i potrzeby, o której pisałem na początku poprzedniego akapitu. Myślę, że najprościej będzie mi przekazać to, co chcę, jeśli porównam to uczucie do głodu. Człowiek, który odczuwa lekki głód - nadal może się bawić, uśmiechać, cieszyć życiem. Z czasem to uczucie jednak narasta, ogranicza umiejętności normalnego funkcjonowania, nie daje o sobie zapomnieć i staje się nie do wytrzymania. Tak właśnie jest z brakiem miłości. Tak właśnie zniewala nas nasza własna natura.

---

Wybaczcie proszę ubogość niektórych zdań i myśli, ale staram się opisywać wszystko jak najkrócej się da, ponieważ jeszcze kilka refleksji przede mną, a nie chcę, by artykuł stał się męczący i zwyczajnie nudny. Wrócmy więc do sedna sprawy.

---

Brak miłości jest więc zły, ale czy jej obecność zawsze przynosi ze sobą szczęście? Powiedzieliśmy już sobie, że niestety nie. Bywa bowiem tak (bardzo często), że miłość jest jednostronna, nieodwzajemniona. Człowiek kocha, ale nie jest obdarzony takim samym uczuciem przez obiekt swych westchnień. Taka sytuacja prowadzi do smutku, obniżenia samooceny, złości, a nawet załamania. No bo serio, czy jest coś gorszego od nieodwzajemnionej miłości? Większość z was przecież tego doświadczyła, więc wiecie, jak to smakuje. Okropnie, prawda?

Co z tego, że jakiś facet przeczytał setki książek, posiada ogromną wiedzę, jest bogaty, odnosi sukcesy w życiu zawodowym, ma mnóstwo przyjaciół i nie może opędzić się od zalotów i westchnień jakichś kobiet; skoro ta JEDNA osoba, na której mu tak mocno zależy, nie odwzajemnia jego uczucia? On będzie nieszczęśliwy. Nie będzie w stanie w pełni docenić tego co ma, bo będzie pragnął tej jednej rzeczy. Będzie pragnął miłości.

Mój przyjaciel zapytany przeze mnie w refleksyjnej atmosferze o to, na ile w skali od 1 do 10 czuje się szczęśliwy, powiedział mi, że generalnie wszystko jest okej, ale brakuje mu tego jednego elementu w całej układance, którą nieustannie stara się skompletować. Rozumiecie?
W tamtym okresie wszystko w jego życiu układało się po jego myśli. Praktycznie nie miał problemów, był zdrowy, otaczali go ludzie na których mu - ze wzajemnością - zależało. Niestety, mowa tu jedynie o relacjach koleżeńskich i przyjacielskich. Nie miał miłości i nie ma jej po dziś dzień. Pewnie gdybym teraz zadał mu to samo pytanie, to odpowiedziałby mi w identyczny sposób. Na tym właśnie to polega. Człowiek jest uzależniony od miłości i jej pragnienia.

Wiem po sobie, że będąc zakochanym - wszystkie problemy wydają się błahostkami, które na dłuższą metę nie mają znaczenia i nie należy się nimi przejmować. Kiedy jednak nie odczuwam miłości lub - co gorsza- ta druga osoba jej nie odwzajemnia, wszystko nabiera szkaradnych kształtów. W tym drugim wypadku gorycz może być odczuwalna nawet do tego stopnia, że gubimy sens życia, nie jesteśmy w stanie go dostrzec, gdzieś nam ucieka. Wszystko wydaje się być przeciwko nam, nie potrafimy dostrzegać pozytywów. Odczuwamy ból, nieporównywalny z niczym innym. Nie jest tak? Cóż, pewnie sporo osób powiedziałoby, że nie. Może faktycznie jest tak, że dramatyzuję i wyolbrzymiam całą sprawę. Kiedy jednak rozmawiam z bliskimi mi ludźmi, którzy dzielą się ze mną swoimi doświadczeniami w tej materii - upewniam się w swoim poglądzie na problematykę miłości. Problematykę, tak... przykre słowo.

No, ale na tym właśnie polega miłość. Kiedy jest - uwielbiamy ją, dajemy się jej ponieść i pozwalamy, by odciskała piętno na naszym życiu. Kiedy jej nie ma - czujemy pustkę, głód oraz nieodpartą potrzebę kochania i bycia kochanym. Mimo, że miłość ma swoją mroczną, przykrą stronę i nieprzyjemne skutki uboczne - jestem pewny, że jest ona czymś dobrym. Ludzie, którzy potrafią kochać, są ludźmi dobrymi. Człowiek, który kocha i jest kochany - jest człowiekiem szczęśliwym. Nie bójmy się więc miłości i nie wstydźmy się okazywać uczuć. Nawet, jeśli będziemy przez to chwilowo nieszczęśliwi, to lepiej zaryzykować. Jeśli nie mamy ryzykować w pogoni za miłością - a co za tym idzie - byciu szczęśliwym, to nie warto ryzykować w ogóle. Warto natomiast kochać. Tak przynajmniej myślę.

Duffy

 


37
+37
Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto