Przepraszam, że artykuł dopiero w środę, ale wczoraj nie mogłem niczego wysłać. Wybaczcie, proszę. No i przejdźmy już do rzeczy!

Pamiętaj drogi czytelniku, to tylko perspektywa.

 

Zacznijmy więc myślą.

Było już o uśmiechu i było o smutku. Pisanie o emocjach nie sprawia mi żadnych trudności, bo polega ono jedynie na opisywaniu uczuć, które każdy czasem odczuwa. Dzisiaj nie będzie o emocji w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale o stanie emocjonalnym, który naprawdę ciężko streścić i wyjaśnić jego skomplikowaną naturę; proszę więc o wyrozumiałość w ocenie, bo nie lubię być krytykowanym. To strasznie nieprzyjemne. Serio.

Dzisiejsza myśl to pustka. Nie wiem, czy odczuwał ją każdy, ale myślę, że jakaś forma jej istnienia jest znana większości z nas. To takie specyficzne uczucie, kiedy czegoś nam brakuje. Czegoś nie mamy, a bardzo byśmy chcieli. Często jest tak, że nawet nie wiemy skąd ta pustka się bierze, nie wiemy, gdzie jest ubytek. Wiemy jednak, że jest.

Do odczuwania pustki bez wątpienia potrzeba wrażliwości i swego rodzaju otwartości emocjonalnej, która pełni rolę przestrzeni, w której wszystkie te uczucia mają miejsce, zachodzą między nimi reakcje i prowadzą ciągłą walkę między sobą. Często jest tak, że nie lubimy odczuwać tej przestrzeni, ponieważ jej oddziałowywanie sprawia, że czujemy się źle. Innym zaś razem upajamy się uczuciami beztroski, radości i satysfakcji. Cieszymy się, że mamy możliwość odczuwania emocji. I słusznie.

Kiedy jednak w tej przestrzeni zaczyna czegoś brakować, tworzy się pustka. Coś, czego nie można zwalczyć. Nie da się uśmierzyć innymi uczuciami, emocjami. Ona po prostu nie reaguje na nic, czym próbujemy ją potraktować.

Wiecie o co mi chodzi? To najgorsze cholerstwo spośród wszystkich możliwych. Nie wiemy nawet czy to tęsknota za czymś, co kiedyś posiadaliśmy i nam uciekło, czy może podświadome pragnienie czegoś, czego nigdy nie mieliśmy. Po prostu wielka, czarna dziura, którą nie sposób nakarmić i uspokoić. Może dramatyzuję i przesadzam, ale uwierzcie mi - wolę być cały dzień smutny z jakiegoś konkretnego powodu, niż przez dwie godziny odczuwać pustkę, spowodowaną czymś, czego nie jestem w stanie nawet zlokalizować i ocenić. Ciągła gorycz, tęsknota, załamanie całego światopoglądu i ta nieopanowana chęć wrócenia do stanu normalności. Masakra.

W moich dwóch poprzednich artykułach starałem się ocenić problematykę myśli, którą opisywałem. Tutaj nie jestem w stanie tego zrobić, ponieważ nie wiem nawet, czy ktokolwiek z was odczuwał coś na wzór tego, co staram się opisać. Jeśli jednak jesteście w stanie się z tym uczuciem utożsamić, to pewnie świetnie rozumiecie co chcę przekazać.

Pustka to moim zdaniem największe przekleństwo ludzi wrażliwych i podatnych na oddziaływanie emocji. Niczego bowiem nie da się porównać z nieustającym pragnieniem załatania dziury, która powstała gdzieś wewnątrz nas i swym istnieniem przeszkadza nam w normalnym funkcjonowaniu. Naprawdę nikomu z was nie życzę czegoś takiego. Ja na szczęście już bardzo dawno nie odczuwałem niczego na wzór pustki i mam szczerą nadzieję, że jeszcze długo będzie mnie ona omijać. A teraz już zamknijcie ten przepełniony pesymizmem artykuł i idźcie czuć się pełni! Lepsze to, niż czuć braki. Tak przynajmniej myślę.

Duffy

zob. Myśl pierwsza - uśmiech

       Myśl druga - smutek


35
+34
1
Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto