Czy zastanawialiście się kiedyś nad procesem starzenia? Pytanie to może zdawać się retoryczne, gdyż *starość* nie jest czymś, z czym człowiek się rodzi, nie jest *normą*, więc zasadniczo rzeczą naturalną byłoby poświęcić tej kwestii kilka chwil namysłu.

Jednak czy starość jest wyłącznie nadejściem zmarszczek na czole po osiągnięciu pewnego określonego wieku czy jest odpowiedzią organizmu na wycieńczenie? Biologia uczy nas, że ów proces rozpoczyna się wraz z przekroczeniem dwudziestego drugiego roku życia (szacunkowo). Z drugiej strony mówi się, że *młodość* jest stanem umysłu podległym jego właścicielowi. Czy tak rzeczywiście jest?

Możliwe, ale można natknąć się na dość, jakby nie patrzeć, *kluczową* nieścisłość. Mózg wraz z nabywanym doświadczeniem niejako *przyzwyczaja* się do życia, natykając się na różne przeciwności dopasowuje je do już znanych i *doświadczonych*, stąd też przekonanie, że po dzieciństwie życie zaczyna przyspieszać. Oczywiście, wiele osób dorosłość nazwałaby monotonią, swoistą rutyną, ale czy tak nie jest i w czasie lat młodzieńczych? Czy młodość z dorosłym mózgiem nie byłaby jeszcze bardziej monotonna, mimo wciąż nowo-serwowanej wiedzy (która i tak w większości ulatuje nam przez palce, nie oszukujmy się)?

W obliczu tych zagadnień pojawia się kolejna zagadka. A co jeśli odwrócić role w tym scenariuszu, tzn. czy młody umysł może być równocześnie stary, ale tak naprawdę *stary*? Środowiska ezoteryczne, astrologiczne i inne z przyrostkiem –czne wskazują na zjawisko tzw. starej duszy, które przedstawiane jest tam w jasnym świetle. Osoba taka jawi się jako spokojna, wrażliwa na otoczenie, potrafiąca łączyć kropki – słowem, jest jak starzec na bujanym krześle, w cieniu najszlachetniejszego dębu, w ogrodzie kontemplujący nad tylko jemu znanymi myślami, przyglądając się opadającym liściom. Brzmi zachęcająco, wręcz może i nawet *kusząco*, ale nie w tym tkwi istota rzeczy, samo słowo "dusza" powinno zapalić czerwoną diodę. Chodzi o nie więcej niż umysł, ten mózg, w którym tkwi, a w nim inne dziwa jak świadomość czy freudowskie trójpodziały tejże świadomości – trzeba potwierdzić, że jest to skomplikowane i wielowymiarowe narzędzie. Dlatego z bólem, dla dobra tekstu, postaram się ograniczyć do *nieszczęsnego* ogółu.

Człowiek młody z reguły powinien być wciąż otwarty na propozycje świata i je pochłaniać niczym rubaszny olbrzym Gargantua jedzenie. Tymczasem już w wieku maturalnym *homo sapiens* (czyżby?) jest w możliwości osiągnąć *ten* poziom poznania, który uniemożliwia mu czerpania pełni satysfakcji z życia, zwłaszcza, że do niedawna garściami czerpał z kolejnych (dobrych i złych) źródeł informacji. Potęguje to fakt, że podmiot jest po części wtajemniczony w to misterium, lecz zazwyczaj dzieje się to na płaszczyźnie podświadomości, aczkolwiek łatwo można znaleźć odpowiednie połączenia neuronowe, by ten stan rzeczy zmienić (i jest to w pewnym sensie remedium). W żywocie ludzkim przychodzi taki moment, że człowiek żałuje przeszłości i chciałby ją z powrotem, czasem dochodzi do takich skrajności, że pragnąłby jej tak bardzo intensywnie, że skłonny byłby ją siłą *wyszarpać*. Powszechnie znany fenomen – kryzys wieku średniego. Jednakże to kryzys wieku ŚREDNIEGO, jak to ma się zatem do wieku osiemnastu lub dziewiętnastu lat?

Spieszę z wyjaśnieniami, otóż w obu przypadkach chodzi o *odchodzenie* (jednakże w wieku 40 lat jest to trochę nad wyraz) i poczucie niespełnienia. Paradoksalnie taki marazm może przejawiać się intensywniej w wieku młodszym. Są znacznie bardziej sprzyjające warunki, by to właśnie nastolatek, sięgając pamięcią wstecz, nie odnalazł żadnego sukcesu, a te, które faktycznie mu się przytrafiły, skutecznie bagatelizował w obliczu całego swojego przyszłego życia, które może nadejść lub nie. Jeśli zaś chodzi o odchodzenie, to poczucie rozłąki z instytucją, z którą spędziło się ~77% danego czasu, daje do myślenia. "Czego się nauczyłem przez te lata? Umiem: czytać, pisać – mam nadzieję – mnożyć... Mnożyć? Tak, chyba umiem mnożyć, a jeśli nie, to mam kalkulator" – a poważniej to: "Czy odchodzę do lamusa?" Od początku konsekwentnie zapoznaje się jednostki z ideą wzniosłego wkraczania w dorosłość i podbijania świata (gdy faktycznie jest się blisko można to interpretować jako cyniczną kpinę), ale nikt nie mówi im, że ich *nie będzie*, bo kogo to na dobrą sprawę zastanawia? Nie mniej jednak czy samo *odejście i zastąpienie* nie kojarzy się z materią filozoficzną i istnieniem we własnej osobie? W końcu to pierwszy raz, gdy coś takiego się dzieje (a może już ktoś zdążył się zatracić i będzie to *drugi* raz?). Czy można *wyobrazić* sobie życie i stracić jego dotychczasowy smak? Nie wiem.

Kolejny, pospolity, szary i *zaznajomiony* człowiek idzie tam, skąd nie wróci...


fot. Paul Gavarni, Public domain, via Wikimedia Commonsfot. Paul Gavarni, Public domain, via Wikimedia Commons

Inne artykuły tego Autora

Dodaj komentarz
Dodając komentarz, zezwalasz na przetwarzanie danych osobowych. W każdej chwili możesz poprosić Administratora o usunięcie komentarza/komentarzy.


Inne artykuły z tej kategorii

Muzyka dobra na wszystko 10 Lut 2022

Bachanalia 10 Lut 2022

Pamflet o niczym ważnym 29 Sty 2022

- Wszystkie z tej kategorii -

Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto