Od zarania dziejów wiadomo, że człowiek został wyróżniony spośród innych istot żyjących. Bez zbędnego rozwodzenia się nad wieloma aspektami tego faktu, zaznaczę, że mam tutaj na myśli nadzieję. Specyficzne uczucie będące jednocześnie matką optymizmu i niepotrzebnych złudzeń. Na szczęście (niestety?) przychodzi w życiu taki moment, w którym pozbywamy się złudzeń i pozostają nam suche fakty, co roku wypisane w kolumnie na kolorowej kartce A4, zwanej świadectwem.

I tak z góry do dołu: 2, 2, 2, 3, 2... . Standard. Gorzej, kiedy wraz z chwilą otrzymania świadectwa pozbawiamy złudzeń również najbliższych. Jeszcze podczas ostatniej wywiadówki rodzice łudzą się, że są to oceny proponowane i wszystko można zmienić. Jednak tego feralnego dnia - dnia końca roku szkolnego, opada kurtyna naiwnych nadziei...


I tak oto rodzi się nasza osobista apokalipsa, koniec świata. W rozjuszonych oczach matki widzisz ciemny pokój ze starym materacem i małym okienkiem, przez które wpada kilka promieni słońca i przez które dobiegają dźwięki bawiących  się na plaży znajomych. Przywiązany do nogi metalowego stolika biedny licealista zerka nerwowo zza stosu książek...

Kończąc, w ramach moralistycznej puenty: nadzieja nie połączona z działaniem nie przynosi efektów (jakby ktoś jeszcze nie wiedział). Także w ostatnich dniach nauki, pomimo pięknej pogody za oknem, może warto usiąść przy książkach i tym samym zapewnić sobie spokojne wakacje ;)
 

MrSparrow

Archiwalne