Całkiem niedawno, bo zaledwie dwa miesiące temu, poznałam historię pewnej dziewczyny. Z Magdą, bo tak jej na imię, skumplowałyśmy się już w lipcu. Zresztą, trudno jej nie polubić – sympatyczna, uśmiechnięta, jedna z największych optymistek, jakie do tej pory poznałam.

 

Spędziłyśmy ze sobą większość wakacji, ponieważ pracowałyśmy blisko siebie. Dużo rozmawiałyśmy, miałyśmy masę wspólnych tematów. Pod koniec sierpnia opowiedziała mi o swojej rodzinie. Nieraz wspominała, że nie ma ochoty wracać, że chciałaby tu zostać albo od razu zamieszkać w innym mieście. Puszczałam to mimo uszu, jednak w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi. Rozpoczęłyśmy rozmowę.

Jak się okazało, jej rodzina nie jest nawet w najmniejszym stopniu idealna. Mówiąc prosto – rodzice są alkoholikami. Gdy opowiadała, jej głos drżał, a oczy się zeszkliły. Ojciec pije od dawna, terapie nie skutkowały długo. Jeśli chwilę było dobrze, to wiedziała, że to cisza przed burzą. Wieczne awantury, krzyk, wahania nastroju. Zastraszona, bezsilna matka. Magda, wówczas jako kilkuletnie dziecko cierpiała najbardziej. Opisywana przez nią scena, gdy ojciec wracał do domu pijany i zaczynał bić matkę, a ona - sześcioletnia dziewczynka nie była na tyle silne, by go powstrzymać, najbardziej utkwiła mi w pamięci. Magdzie także. Przez długi czas to ona miała wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiła, że nie miała tyle siły, by powstrzymać dwa razy większą od niej rękę, że to właśnie przez nią na twarzy jej mamy pojawiły się kolejne siniaki. Jej młodsza o dwa lata siostra nie oglądała takich scen. Zazwyczaj Magda prowadziła ją do koleżanek, gdy spodziewała się powrotu taty. Młodsza siostra ani razu nie znalazła mamy na strychu w momencie, gdy próbowała się zabić. W przeciwieństwie do starszej. Niejednokrotnie. Sześcioletnie dziecko, które zamiast bawić się lalkami w szczęśliwą rodzinę i oglądać bajki o księżniczkach „zdejmowało” mamę ze sznurka i broniło przed ciężką ręką taty. Magdzie udało się powstrzymać mamę przed samobójstwem, ale nie przed alkoholizmem. W ten sposób Jagoda została sama. Miała jedynie siostrę, którą musiała chronić. Kiedy zapytałam ją o to, jaki ma stosunek do alkoholu, odpowiedziała, że nie potrafi tego zdefiniować. Jako dziecko miała przed sobą zdeformowany obraz. Na początku ojciec zachowywał się okropnie, gdy wypił. Na trzeźwo był przykładem ojcostwa. Z czasem zaczynało być odwrotnie – po alkoholu przymilał się do swoich dzieci, przychodził jako kochany tatuś, z kolei kiedy przechodził w stan trzeźwości, popadał w szał, nie był w stanie nad sobą zapanować.

Po wakacjach Magda wróciła na chwilę do domu. Teraz mieszka sama. Mimo sytuacji rodzinnej i nawału obowiązków, jakie na nią spadały, uczyła się bardzo dobrze. Nadal się uczy. Dostaje stypendium, które pozwoliło jej się wyrwać z tego miejsca. Studiuje, pracuje i zarabia, aby wynająć większe mieszkanie i sprowadzić swoją siostrę. Chciałaby też pomóc rodzicom (tak, mimo wszystko), ale ma świadomość tego, że nie jest w stanie ich pokochać. Nadal jest wobec niech bezradna. Jednak ma mnóstwo marzeń. Potrafi dążyć do celu i ma swoją hierarchię wartości, w której rodzina i Dom (przez duże D)  wciąż znajdują się na pierwszym miejscu.


Nie masz konta? Zarejestruj się

Zaloguj się na swoje konto